Dlaczego rękodzieło.
Kupiłam nową bluzkę, wyszłam na ulicę, a tam… takie same bluzki u innych kobiet… Jak to się stało? Gdy kupowałam, byłam przekonana, że bluzka, którą kupiłam jest bardzo oryginalna…
Po pierwsze masowa produkcja bluzek i wszelkich przedmiotów. Po drugie pomogły mi filtry percepcyjne: gdy skupiamy na czymś uwagę, to automatycznie nasze spostrzeganie przedmiotów i zjawisk podobnego typu się zaostrza, a więc radość z nowej bluzki, „przyciąga” inne takie same i podobne bluzki… Do tego dochodzi „prawo przyciągania”… i tak mogę się rozwodzić długo, bo temat jest bardzo ciekawy… Jednak nie o tym jest ten blog (zainteresowanych tym i podobnymi tematami zapraszam na mój drugi blog droga do sukcesu.) Bluzka na ulicy to jeszcze nic. Gdy idziemy na przyjęcie, a tam inna osoba ma tą samą kreację – zabawa zepsuta. Dodatkowo robimy wszystko, by być jak najdalej osoby, która ma „naszą suknie” i zamiast cieszyć się zabawą myślimy o ubraniu…
Jednak jest jeszcze ważniejsza kwestia, bo nie dotyczy nas samych, a innych osób i to często ludzi na których nam zależy i chcemy, aby byli szczęśliwi… O czym mówię? O prezentach… Dla wielu ludzi kupowanie prezentów to koszmar. Nic dziwnego. Najczęściej nie wiadomo co kupić. Nawet jak już wiemy, to istnieje obawa, że inni kupią to samo…
Nieomal w legendarne są opowieści o 4 żelazkach, 3 mikserach, 2 kuchenkach mikrofalowych po każdym weselu… A urodziny, gwiazdka… Wyobraź sobie – napięcie przed rozpakowywaniem prezentów… a tu… perfumy – „ale fajnie” myśli obdarowany, ale zachwalę kolejna paczka… znów perfumy i to te same (w końcu wszyscy wiedzą, jakie lubi obdarowywany i chcieli go ucieszyć) jednak obdarowany pod uśmiechem zachwytu często skrywa myśl „hmm mam jeszcze trzy flakoniki z poprzednich urodzin, już dwa nowe i pewnie kolejne w następnych paczkach”. Osoba obdarowująca też nie jest zadowolona – chciała dać prezent, który ucieszy i będzie oryginalny… takie same perfumy i takie same skarpetki to jeszcze nic – zużyje się, ale co począć z takimi samymi książkami i płytami… – obdarować dalej? I tak rozpoczyna się wędrówka prezentów… najgorzej jak nasz prezent wróci do nas, uprzednio przechodząc przez wiele rąk niezadowolonych obdarowanych… jest nam przykro… Dlatego tak lubię rękodzieło: najważniejsze jest oryginalne, przynajmniej to, które robię. Tworzę tylko pojedyncze sztuki. Niezwykle ważne jest także to, że jeśli prezent nie spodoba się Tobie lub osobie obdarowanej po prostu go zwróć. Najbardziej zależy mi na zadowoleniu. Zrobienie każdego przedmiotu wymaga dużo czasu i wysiłku… przywiązuję się do nich i nie chcę by należały do „niechcianych”… Gdy je odeślesz, odzyskasz pieniądze a przedmiot będzie mógł znaleźć dom do którego będzie idealnie pasował…
No ale zasłużmy, że wybraliśmy już prezent – czas go zapakować. Przed zapakowaniem należy koniecznie zedrzeć i zamalować cenę. Niestety zabieg ten tylko pozornie jest skuteczny. Prezenty z masowej produkcji mają tą wadę, ze są w sklepach i każdy może nawet przypadkowo się na niego natknąć i wtedy jest „ooo dostałem to ostatnio, aha kosztuje to 25zł, hmmm…” Dlaczego rękodzieło – kwestia ceny – kupiony towar znika z aukcji i nikt się na niego nie natknie ponownie, no chyba że poczyta o nim na blogu, ale ceny i tak nie pozna…
A nasze domy – czy nie chcemy mieć wnętrza wyjątkowego, przesyconego niezwykła atmosferą?
Przedmioty z duszą
Moje prace tworzę ze starych przedmiotów, więc to żadna masowa produkcja tylko „skarby” znalezione na strychu…
Dlaczego „starocie”? Niektóre powody już wymieniłam. Są oryginalne i wyjątkowe, a w świecie masowej produkcji, to cecha bezcenna. Po drugie pragnę w jakieś sposób ocalić historię. Nie tą globalną – historię „mini świata” pojedynczego człowieka czy jakiejś rodziny. Każdy przedmiot należał do kogoś, czemuś służył… Prawie każda babcia miała ukochany niciak, dziadek miał ukochaną fajkę… dla wnuczków to tylko śmieci… W każdej rodzinie są „legendy związane z przedmiotami”… (np. podczas wojny moją babcię uratowała maszyna do szycia, do dziś mam przed oczami obraz babci siedzącej na taboreciku i ucierającej ciasto w makutrze, swojej mamy…) Jeśli mam możliwość uratowania przedmiotu ważnego dla jakiejś osoby jestem z tego dumna, jeśli mogę tym przedmiotem ucieszyć kolejną osobę – jestem szczęśliwa… Dlatego też bez problemu przyjmuję zwroty „nietrafionych” zakupów… Przedmiot z duszą ma przekazywać całą swoją pozytywną energię nowym właścicielom. Jeśli nie jest przez nich lubiany jest to nie możliwe… Myślę, że z przedmiotami jest troszkę jak z ludźmi, zwierzętami i kwiatami. Im bardziej je kochamy, im bardziej o nie dbamy tym więcej nam dają…
Dlatego rękodzieło jest nie tylko dobrym prezentem, to idealny dodatek do każdego wnętrza… nadaje mu niezwykły charakter, przepełnia energią pokoleń… (jeśli interesuje Cię dlaczego tyle mówię o przekazywaniu międzypokoleniowym przeczytaj poznaj swoje korzenie
Dlaczego zajmuję się rękodziełem?
To ważny zakątek mojej duszy, taki tajemniczy ogród, który trzeba pielęgnować.Zawsze kochałam sztukę, niestety nie mam talentu, by móc malować jak Leonardo da Vinci, Salvador Dali… Jednak pragnę się realizować, więc robię odnawiając stare przedmioty… W świecie gnającym do przodu chwile z muzyką, farbami i starymi przedmiotami są po prostu bezcenne. Dzięki technice decoupage poznałam też wiele fantastycznych osób, od których wszystkiego się nauczyłam, mogę też teraz uczyć innych… Czasem się spotykamy w kobiecym gronie – każda przynosi jakiś smakołyk, rozmawiamy, poznajemy się lepiej i razem tworzymy… Takie współczesne wersje dawnych kobiecych spotkań przy haftowaniu… Cudowne…





Ale świetne. Będę tu więcej zaglądać. Masz świetne pióro. Brawo!